Skok do wody

Skok do wody z klifu

🧗‍♂️ Skok z wysokości 19-piętrowego bloku! Niewiarygodny rekord Laso Schallera i ekstremalny świat cliff divingu

Większość z nas czuje lekki dreszcz emocji, stojąc na trampolinie o wysokości 3 metrów na miejskim basenie. A teraz wyobraź sobie, że stajesz na krawędzi platformy zawieszonej na wysokości 58,8 metra. To wyżej niż Krzywa Wieża w Pizie i niemal tyle samo, co słynny rzymski Koloseum!

Właśnie z takiego pułapu w sierpniu 2015 roku skoczył brazylijsko-szwajcarski skoczek ekstremalny Laso Schaller. Oto kulisy tego absolutnie szalonego wyczynu, który zapisał się w Księdze Rekordów Guinnessa!

📊 Fizyka, która przeraża: 123 km/h w niespełna 4 sekundy!

Dane liczbowe tego skoku brzmią jak z raportu o katastrofie drogowej, a nie ze sportowego wydarzenia:

Czas lotu: Tylko 3,58 sekundy. W tym czasie grawitacja zrobiła swoje, rozpędzając ludzkie ciało do prędkości, z jaką jeździmy po drogach szybkiego ruchu.

Prędkość przy wejściu do wody: Dokładnie 123 km/h.

Dlaczego woda go nie zabiła? Przy tak ogromnej prędkości uderzenie w taflę wody jest jak zderzenie z betonem. Aby Laso przeżył, ekipa pomocnicza musiała zainstalować na dnie zbiornika specjalne napowietrzacze (tzw. „bąbelkownice”). Spieniły one wodę pod wodospadem, zmniejszając jej gęstość i napięcie powierzchniowe, dzięki czemu uderzenie było amortyzowane.

📍 Gdzie to się stało? Szwajcarski wodospad grozy

Miejscem tego historycznego wyczynu był malowniczy, ale niezwykle groźny wodospad Cascata del Salto w kantonie Ticino w Szwajcarii.

Samo wybudowanie platformy na tak stromej, śliskiej skale było logistycznym koszmarem. Dodatkowo zbiornik wodny pod wodospadem miał tylko 8 metrów głębokości. Przy prędkości 123 km/h skoczek potrzebuje zaledwie ułamka sekundy, by dotknąć dna. Laso musiał wejść do wody idealnie pionowo, niczym napięta strzała, i natychmiast rozłożyć ręce oraz nogi pod wodą, aby wyhamować zanim uderzy o skaliste dno.

🩹 Ciekawostka: Skok zakończył się sukcesem, choć nie obyło się bez kontuzji. Siła uderzenia była tak gigantyczna, że Laso lekko nadwyrężył staw biodrowy. Mimo to, o własnych siłach wyszedł z wody z szerokim uśmiechem na twarzy!

🇵🇱 Polski król wysokości – Kris Kolanus!

Czy wiesz, że w tym niesamowicie niebezpiecznym sporcie mamy swojego polskiego bohatera? Jest nim Krzysztof „Kris” Kolanus!

Kris to jeden z najlepszych na świecie profesjonalnych high diverów, który od lat reprezentuje Polskę w prestiżowej serii Red Bull Cliff Diving World Series. Zawodnicy skaczą tam z wysokości „zaledwie” 27 metrów (kobiety z 21 metrów), ale w odróżnieniu od jednorazowego bicia rekordu przez Schallera, podczas zawodów wykonują w locie niesamowite, wielokrotne salta i śruby, lądując w wodzie z prędkością około 85 km/h. Kris Kolanus regularnie staje na podiach na całym świecie, udowadniając, że Polak potrafi latać!

🦺 Dlaczego skaczą na nogi, a nie „na główkę”?

Oglądając skoki olimpijskie z 10 metrów, widzimy zawodników wchodzących do wody rękami do dołu. W cliff divingu (powyżej 20 metrów) jest to surowo zabronione. Przy tak gigantycznych prędkościach wejście do wody głową lub rękami grozi natychmiastowym paraliżem, połamaniem rąk lub utratą przytomności. Skoczkowie zawsze lądują na stopy, maksymalnie napinając wszystkie mięśnie nóg i pośladków, by przebić taflę wody.