Lekkoatletyka

Samochodem do mety

🚗 Samochodem po olimpijskie „złoto”! Szalona historia Freda Lorza i maratonu w St. Louis (1904 r.)

Dzisiejsze maratony olimpijskie to pokaz perfekcyjnej organizacji: zamknięte trasy, punkty nawadniania co kilka kilometrów, rowery z sędziami i kamery śledzące każdy krok zawodników.

Jednak w 1904 roku podczas Igrzysk Olimpijskich w amerykańskim St. Louis zasady były niezwykle płynne, a organizacja przypominała dziki zachód. To właśnie tam rozegrał się bieg, który do dziś uchodzi za najbardziej kuriozalny maraton w dziejach sportu.

💨 18 kilometrów w fotelu pasażera

Amerykański biegacz Fred Lorz był jednym z faworytów biegu. Niestety, potężny upał dochodzący do 32°C w cieniu oraz gęsty pył wzniecany przez samochody organizatorów zrobiły swoje. Po przebiegnięciu około 15 kilometrów Lorza dopadły potworne skurcze nóg i wycieńczenie.

Zawodnik nie zamierzał jednak schodzić z trasy o własnych siłach. Machnął na jadący szosą samochód swojego menedżera, wsiadł do środka i… spokojnie przejechał w nim kolejne 18 kilometrów, machając z okna do mknących w pyłku rywali!

👑 Prawie koronowany mistrz i wielki skandal

Gdy auto menedżera zepsuło się na 33. kilometrze, Lorz poczuł się znacznie lepiej. Wygodna przejażdżka przywróciła mu siły, więc wysiadł z samochodu i z uśmiechem na ustach truchtem pokonał resztę dystansu.

Wbiegł na stadion olimpijski przy ogłuszającym wiwatowaniu tysięcy kibiców, którzy byli przekonani, że widzą nowego mistrza olimpijskiego:

  • Lorz przekroczył linię mety z czasem 3 godzin i 13 minut.

  • Córka urzędującego prezydenta USA, Alice Roosevelt, zafascynowana sukcesem rodaka, założyła mu na głowę wieniec laurowy i pozowała z nim do pamiątkowego zdjęcia.

  • Gdy organizatorzy przygotowywali się do wręczenia złotego medalu, na stadion wpadł jeden ze świadków, głośno krzycząc, że Lorz większość trasy pokonał jako pasażer automobilu!

Zdemaskowany biegacz nie stracił rezonu i z rozbrajającą szczerością oświadczył, że od początku nie zamierzał brać medalu, a cała akcja była tylko „niewinnym żartem”. Sędziowie nie poznali się na tym dowcipie – Lorz został natychmiast zdyskwalifikowany i dożywotnio zawieszony (choć karę po roku cofnięto, gdy udowodnił, że nie chciał zrobić nikomu krzywdy).

🏆 Kto naprawdę wygrał ten szalony bieg?

Po dyskwalifikacji Lorza oficjalnym zwycięzcą został Thomas Hicks. Co ciekawe, jego bieg wcale nie był mniej absurdalny. Hicks ledwo dotarł do mety, ponieważ w trakcie biegu jego trenerzy podawali mu jako „środki wspomagające”… surowe jajka, koniak oraz strychninę (trutkę na szczury, która w małych dawkach działała jako silny stymulant). Hicks przekroczył metę w stanie półprzytomnym, słaniając się na nogach, ale to do niego trafiło oficjalne złoto!

📊 Najbardziej zwariowany maraton w historii – ciekawostki z St. Louis (1904):

  • Pies na trasie: Reprezentant Kuby, Felix Carbajal, zgubił mnóstwo czasu, ponieważ na trasie musiał uciekać przed stadem bezpańskich psów, które goniły go przez kilka kilometrów.

  • Brak wody: Na całej trasie liczącej ponad 40 kilometrów znajdował się tylko jeden punkt z wodą (wielka studnia na 18. kilometrze). Organizator chciał w ten sposób przetestować odporność ludzkiego ciała na odwodnienie!

  • Pierwszy czarnoskóry olimpijczyk: W tym samym biegu wystartowali Len Taunyane i Jan Mashiani ze RPA – pierwsi czarnoskórzy Afrykanie w historii igrzysk. Najszybszy z nich zajął 9. miejsce, mimo że ucieczka przed wspomnianymi psami kosztowała go zboczenie z trasy o ponad kilometr!

Powiązane posty